Z góry przepraszam za taki rozstrzał między wpisem tym, a poprzednim. Studia dają już w kość.
Dziś znów zanurzymy się w tonach pięknych melodii. Płyta, którą wam dziś chcę przedstawić jest obiektem wielu skrajnych opinii. Część fanów tegoż muzyka – w tym ja – chwali płytę i ceni za oryginalność na tle pozostałych płyt. Natomiast druga część fanów – niezrozumiale duża część – krytykuje ostro za porzucenie tradycyjnych brzmień, na rzecz, ich zdaniem, czegoś bezwartościowego co do autora nie pasuje. Osobiście z tą opinią się nie zgadzam, powiem więcej, Sting ma już swoje lata, czas na zmiany ![]()

Za oknami zimno, zatem chłodna propozycja ![]()
Płyta miała premierę w październiku zeszłego roku, więc tym bardziej jest to tytuł na miejscu!
Osobiście, już na wstępie wszystkim polecam tę płytę z całego serca. Jak dotąd Stinga znaliśmy jako świetnego muzyka rozrywkowego. “Roxanne”. “Englishman in NY”, “Brand new day” i tak dalej. Wszystkie te utwory są wykończone genialnie i wpadają w ucho. To jest też Sting jakiego wielu fanów chce zawsze widzieć. A tu nagle, dostajemy płytę, której jeszcze w repertuarze tego muzyka nie widzieliśmy. Jakiś kontrabas, skrzypce, wiolonczele, fujarki, o co tu chodzi?! I czemu Sting ma brodę długa jak Święty Mikołaj!?
Czas na nową, niezwykle oryginalną muzykę.
Pierwsze co mnie uderzyło to wokal. Ciężko jest nawet się wysłowić na ten temat. Nie jest to ton do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, rzekłbym, że nabrał on nutki tajemniczości oraz miejscami melancholii, a ja słysząc to mam ochotę napić się gorącej czekolady ![]()
Po wokalu przychodzi mnogość instrumentów, których połączenie tworzy niezapomniane melodie.
Trzeba zaznaczyć, iż 12 z 15. utworów to kolędy, których tekstu Sting nie stworzył. Przyznam, widzę w tym fakcie jedyny powód, dla którego mozna by było tej plyty nie docenić. Ja oryginalnych wersji tych pieśni nie znam, możliwe, że ktoś kto się wychował na pierwotnych wersjach odczuwa niechęć do przeróbek czegoś co jest zakorzenione w jego tradycji.
Dla mnie to pozycja obowiązkowa, uwielbiam zimę i lubię znaleźć dzieło takie jak te, które dostarcza mi tego nieopisanego klimatu tej pory roku(jak “Wieści” Wharton’a czy visual novela – Kanon).
Polecam gorąco, Sting po mistrzowsku rozgrzewa nasze serca.
Sting o swojej płycie opowiada tutaj: you tube [http://www.youtube.com/watch?v=gFAleFnbRgw&feature=related]
Na zakończenie Gabriel’s Message